parę słów o mnie

30 lat

Lubię czarną muzykę, poranną kawę i marzę o małej koparce na gąsienicach;]
Kocham chłopackie przygody w dziewczyńskich klimatach.
Jestem cały czas zakochana, kochana, szczęśliwa i dobrze mi z tym;]
Moje życie to konie, które też pojawiają się na kartach tego bloga.

kontakt

holdziak@gmail.com

poniedziałek, 28 maja 2012

Gdy są już drzwi to jest dom

a marzenia nabierają coraz bardziej realnych kształtów.
Maj przeleciał jak z bicza strzelił. Kolejni ludzie na budowie sprawiają, że dom staje się bardziej domem. Lubię obserwować te zmiany. Fascynuje mnie jak za pomocą kawałka rury z której leci maź i packi człowiek który myśli, że jest tynkarzem staje się stwórcą nowego ładu, nowej estetyki. Lubię obserwować takie prace, pytać, zadawać pewnie nie zawsze i nie do końca mądre pytania. Lubię czuć namacalnie, że biorę udział w tym akcie kreacji.
W międzyczasie jemy ciasto, ktoś rozmawia z jaskółkami, ktoś hebluje drzwi a ktoś zbiera kwiaty.
To takie magiczne miejsce, w którym słychać jak rośnie trawa. Miejsce w którym notorycznie zapominam, że specjalnie zabrałam z domu aparat.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Podlasie żubrem stoi;]

Nie umiem na razie uporządkować weekendowych przeżyć. Tyle się zdarzyło, tyle marzeń się spełniło, ze na razie trawię emocje i układam na półkach w głowie. Piątek to wyprawa na sowy. Udaje się zobaczyć i usłyszeć sóweczkę i włochatkę. Przeżycie z gatunku rzadkich. Tak jak i wilk z 16 grudnia ubiegłego roku;] W piątek jednak pewien niedosyt poczuliśmy, że za mało wycieczki, za krótko, za szybko do domu... Niedziela zaplanowana również w Białowieży. Kawa o 2.20 smakuje przygodą i czekającymi na nas emocjami. Po drodze mijamy stado dzików. Emocje rosną jednak gdy jeszcze na sporą chwilę przed wschodem słońca spotykamy żubry. Leniwie pasą się na łące. I już wiem po co w wolny dzień wstajemy w nocy by ruszyć na wycieczkę, wiem że warto. Kolejne godziny to 10 km wędrówka m. in. do Obszaru Ochrony Ścisłej Orłówka Białowieskiego Parku Narodowego. Zapiera po raz kolejny dech w piersiach, bo to najcenniejszy przyrodniczo obiekt BPN. Nad głowami latają sójki, obok dzięcioł białogrzbiety wspina się po drzewie. Gdzieś dalej kuna zeskakuje z drzewa, a nornice rozpierzchają się w mgnieniu oka. Co mogę powiedzieć więcej prócz tego co brzmi banalnie, że kocham Podlasie? Ale z drugiej strony jak nie kochać, skoro takie bogactwo przyrodnicze mamy?

sobota, 7 kwietnia 2012

Przygotowania w rytmie slow czyli tym razem święta bez spiny













Dziwnie jest w tym roku, bardzo mało świątecznie. Bez padania na nos przy garach, potykania się o szmaty do podłogi i pozdejmowane precjoza z półek. W tym roku z mojej strony skromnie, kiełbasa domowa zrobiona przed świętami, cztery bochny chleba i mazurek. Żadnych wyścigów w sklepach pod hasłem kto więcej naładuje do wózka i szybciej dojedzie do kasy, żadnego spinania się że sąsiadka w idealnie wysprzątanym wnętrzu w koszuli z kołnierzykiem niczym mityczna Perfekcyjna Pani Domu ozdabia masą cukrową tort w kształcie zająca.
Przyczyn kilka, prócz nadwyrężonego barku zwyczajny brak czasu, kołchoz budowlany, a trudno pleść warkocz z drożdżówki jednocześnie zamawiając okna czy ogarniając temat wyboru pomiędzy firmą X a firmą Z.
W zasadzie dziwnie mi z tym wszystkim. Lubię tę całą krzątaninę świąteczną, zapach wypieków w domu, zamieszanie z porządkami. Z drugiej zaś cieszę się tym co nie pozwala mi zająć się świętami. Cieszę się też, że w tym wszystkim nie zgubiła się idea tego, że święta to po prostu bycie razem, zjedzenie razem. Bez ciśnienia.
A w ramach zbudowania bardziej świątecznego klimatu parzę herbatę w kubku z kurą i robiąc głęboki wdech próbuję się odnaleźć w tym wszystkim.

I Wam też życzę takich Świąt spokojnych, magii obcowania z drugim człowiekiem.

niedziela, 25 marca 2012

Jarmark Wielkanocny

Lubię jarmarki wszelakie. Lubię ten miszmasz na straganach, lubię przyglądać się wystawcom. Pić kwas chlebowy i zachwycać się chwilą.
Patrzeć na ich spracowane ręce które pewnie jeszcze kilka dni temu lepiły Chrystusa Frasobliwego czy rzeźbiły ptaszka w kawałku lipy.
Zdecydowanie też lubię być na jarmarku przed tłumami, gdy jest niezmącony spokój, przerywany tylko czasem układaniem towarów na ławkach.
W tym roku, dokładnie tak jak w tamtym serce moje skradło stoisko sióstr miłosierdzia z Monastyru na Białorusi. I tym razem nie odeszłam z pustymi rękoma.





















poniedziałek, 19 marca 2012

Warsztaty lirnicze w Koźlikach

Za mną szalony weekend. Trzy dni z niesamowitymi ludźmi w malowniczym skansenie nad Narwią.
Dni pełne wrażeń, śpiewania , grania na różnorakich instrumentach i utwierdzania się w przekonaniu że są ludzie nieziemsko zdolni.
Paradoksalnie w głowie zawrócił mi zupełnie inny instrument niż lira;] Ale tyle życia jeszcze przede mną że niewykluczone że i ja kiedyś zostanę muzykantem;]
Podczas gdy ja śpiewałam o Ewie i Skąpcu Makarym, Karol oddawał się fotografowaniu żab, które można zobaczyć na jego blogu KLIK
Jakież nudne to życie by było gdyby człowiek nie miał pasji!































i kilka Karolowych klatek